+

Archiwum

Etykiety

Aleksandra (2) Alexandra (2) Allijay (2) Amelia (11) Ashley (9) Ashton (2) Aspen (6) Astrid (2) Aviana (1) Carmen (7) Carter (2) Cole (7) Cruz (1) Damien (2) Daniel (16) Delfina (2) Dezydery (1) Eden (3) Eleonora (2) Elizabeth (2) Gabrielle (3) Giselle (2) Gwen (3) Harry (3) Heather (6) Igor (1) Iris (1) Jack (2) Jean (1) Josephine (2) Leo (2) Liam (1) Luke (1) Maxine (3) Naomi (1) Naomi Sullivan (1) Nowa postać (50) Olivier (2) Raven (1) Rebeca (1) Skylar (1) Sophie (2) Steven (1) Thomas (2) William (1)

Popularne posty

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Delfina. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Delfina. Pokaż wszystkie posty

Od Delfiny CD. Maxine

Brak komentarzy:
Dziewczyna nadal nie czuła sie za dobrze, ale też nie było najgorzej. Jej kuc nazywał się P.J. i z tego co zauważyłam był mieszanką. Śliczny. 
- A co oznacza imię twojej klaczy? - zapytała Maxine.
- Oznacza skałę podwodną, rafę koralową. A tak w ogóle to chodziło mi prędzej o to że tak nazywa się stolica Lanzarote czyli wyspy na której się urodziłam - wzruszyłam ramionami.
- Hiszpania? - uniosła brew.
Kiwnęłam głową. Na horyzoncie pojawiła sie stajnia więc Arra przyśpieszyła. Wkrótce już czyściłam klacz po skończonej jeździe. Dziewczyna wyczyściła już kuca i teraz opierała się o boks Arreciffe i przyglądała się moim staraniom wyczyszczenia jej kopyt. Ponieważ stosowałam natural to Maxine nieco się zdziwiła jak przesunęłam klacz. Zrobiłam to w ten sposób ze od przodu nacisnęłam na jej nogę i powiedziałam coś w stylu "Nak Nak". Wtedy klaczka się cofnęła. Znów podjęłam sie wyczyszczenia jej kopyta. Kiedy skończyłam to spojrzałam na stojącą tam Maxine.
- Może pójdziemy za godzinę do kawiarni? Tam pogadamy - zaproponowałam.
- Jasne. To widzimy się za godzinę w kawiarni - potwierdziła brunetka i wyszłyśmy ze stajni.

***

Wzięłam prysznic i ubrałam granatową sukienkę. Powiedziałam bratu dokąd idę i wybiegłam z domu na przystanek autobusowy. W kawiarni ujrzałam Maxine i podeszłam do niej. Usiadłyśmy przy stoliku.

Maxine?

Od Delfiny

Brak komentarzy:
Matka uznała że pora wyprowadzić się z Costa Teguise na Lanzarote prosto do Little Amwell w Anglii. Myślałam że ją zabiję. Po raz pierwszy miałam ochotę sie kłócić. Dziadek zostawił nam wiele w spadku a mama chciała czegoś... Małego. Josse (czyt. Hosse bo w Hiszpanii zamiast J mówi się H) jednak był wychowany pod okiem bogatego Cesara Manrique więc jemu nie przeszkadzały luksusy. Siedziałam w nowym domu na łóżku w swoim nowym pokoju i powoli głaskałam Blance. Kotka zadowolona mruczała. Ktoś zapukał.
- Mogę wejść Delfi? - usłyszałam głos brata.
- Jasne - burknęłam.
Drzwi się uchyliły i do pokoju wszedł szatyn. Mój brat nie wiadomo po kim odziedziczył czarne włosy i niebieskie oczy. Powoli usiadł na krześle obok biurka.
- Arreciffe dojechała już do stajni - oznajmił.
- To ja lecę zobaczyć co u niej. Powiedz ojcu, ok Alejandro? - uniosłam brew.
- Ok, ok. Tym razem nie zapomnę - zaśmiał się chłopak.
Uśmiechnęłam się i ubrałam w strój do jazdy konnej. Spojrzałam na ekran telefonu. 11 wiadomości od mamy i 1 od Tiny. Naturalne że Tina uczyła mnie języków. A matka postanowiła że od teraz tylko w domu komunikujemy się po hiszpańsku a poza nim po angielsku. Idiotka. Westchnęłam.
- I wpuść matkę do domu bo znowu zamknęłam jej drzwi przed nosem - mruknęłam niechętnie a brat mnie przytulił.
- Odezwała się ta która nie znosi buntowników - połaskotał mnie po brzuchu.
- Taaa... To pa - wyrwałam się z jego objęć i pobiegłam do tylnych drzwi.

***

Przypięłam rower do słupka i wbiegłam na teren stajni. Po krótkim zapoznaniu z tym gdzie jest hala, karuzela, pastwiska, siodlarnia itd. odszukałam boks Arreciffe. Łaciata klacz ze spokojem przeżuwała owies. Jak widać matka o nią zadbała podczas podróży przyczepą. Jednak klacz cała była z błota. Wyjęłam swój sprzęt do czyszczenia koni i po półgodzinnym czyszczeniu, białe miejsca aż lśniły. W siodlarni odszukałam swoje siodło, ogłowie oraz czaprak. Osiodłaną klacz wyprowadziłam ze stajni a podwórze i wsiadłam na nią.

***

Las był ogromny i chyba się zgubiłam. Już drugi raz przejeżdżałam obok tego samego zwalonego pnia. 
- Ch*lera... - mruknęłam.
Nagle w lesie usłyszałam trzask łamanych gałęzi i spośród drzew wyjechał jakiś chłopak. 
- Zgubiłaś się panienko? - uśmiechnął się a jego białe zęby błysnęły.
Szczerze? Nie robił na mnie wrażenia. Gdyby Alejandro nie był moim bratem, to w nim bym się zakochała a nie w nowo przybyłym. 
- Można tak to ująć. Jestem Delfina - odparłam.
- Oczywiście... Ja jestem Daniel. Daniel Herring - uśmiech nie schodził mu z gęby.
Uniosłam brew. 
- Więc znasz drogę do stadniny? Zaprowadziłbyś mnie? - zapytałam.

Daniel?


Szablon dostosowany do przeglądarki internetowej Google Chrome. ©Agata | WS | x x.