+

Archiwum

Etykiety

Aleksandra (2) Alexandra (2) Allijay (2) Amelia (11) Ashley (9) Ashton (2) Aspen (6) Astrid (2) Aviana (1) Carmen (7) Carter (2) Cole (7) Cruz (1) Damien (2) Daniel (16) Delfina (2) Dezydery (1) Eden (3) Eleonora (2) Elizabeth (2) Gabrielle (3) Giselle (2) Gwen (3) Harry (3) Heather (6) Igor (1) Iris (1) Jack (2) Jean (1) Josephine (2) Leo (2) Liam (1) Luke (1) Maxine (3) Naomi (1) Naomi Sullivan (1) Nowa postać (50) Olivier (2) Raven (1) Rebeca (1) Skylar (1) Sophie (2) Steven (1) Thomas (2) William (1)

Popularne posty

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Carmen. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Carmen. Pokaż wszystkie posty

Od Carmen CD. Cole'a

Brak komentarzy:
Westchnęłam.
- Tylko się tak nie pusz jak paw - mruknęłam. - Lipton jest młodszy niż Vida i nie tak doświadczony.
Cole jednak zignorował moją uwagę i poklepał Vidę po szyi. Przewróciłam oczami.
- Na Anioła, co ci się dzieje Cole - zaśmiałam się.
Tym razem udał obrażonego. Uniosłam brew. Oboje wybuchliśmy śmiechem. Około 19 wróciliśmy do stajni. Za godzinę zamykali więc szybko wyczyściłam konia, pożegnałam się z Cole'm i razem z Primero pobiegłam do domu. Veronica dalej bawiła się swoimi Barbie, a matka i ojciec siedzieli i oglądali jeden z tych swoich seriali.

***

Rano odwiedziłam Liptona i postanowiłam go wylonżować. Ogier ochoczo przyjął jabłko pod koniec treningu i szturchnął chrapach moją kieszeń.
- Nie mam więcej ty żarłoku! - zaśmiałam się.
Wtedy dostałam SMS'a. Nadawcą był Cole. Nic dziwnego. W końcu wczoraj dałam mu swój numer żeby móc łatwiej się kontaktować.
"Jesteś w stajni? Jak tak to podejdź pod boks Vidy"
Zdziwiłam się. O co mu mogło chodzić? Cmoknęłam na angloaraba.

***

Okazało sie że Vida zwichnęła staw skokowy. A przynajmniej tyle dowiedziałam się od weterynarza i Cole'a. Wolałam nie pytać jak to się stało choć odpowiedź była raczej prosta. Wczoraj wieczorem gdy wracaliśmy po lesie, Vida jakoś dziwnie szła. Jednak byliśmy zmęczeni i nie zwróciliśmy na to uwagi. Tylko po czym sobie go zwichnęła? Na łące świetnie sobie radziła i jakby... Latała! 
- Jak to się stało? - zapytałam.
Cole wzruszył ramionami lecz wiedziałam że tak naprawdę wie jak to się wydarzyło i nie chce mi powiedzieć.

Cole? Przyda się nutka dramatyzmu...

Od Carmen CD. Cole'a

Brak komentarzy:
- Myślałam nad podjechaniem na stary tor cross'owy - powiedziałam wskazując ścieżkę w lewo.
- Okej - wzruszył ramionami - Prowadź.
Dalej pojechaliśmy stępem przez zarośniętą ścieżkę, o której nawet Daniel już chyba zapomniał. Odkryłam ją jakieś trzy dni temu razem z Primero. Wtedy szłam tędy pieszo żeby zapoznać się z terenem. Kashel obrał natomiast jakąś boczną ścieżkę przez las. 

***

Po godzinie dotarliśmy do polany na której ustawione były przeszkody do crossu. Nieco się już waliły ale dało się przez nie skakać.
-Pozwolisz że zacznę? - uniosłam pytająco brew.
-A zaczynaj sobie. W tym jednak Vida cie pokona - uśmiechnął się tajemniczo.
Przewróciłam oczami i zrobiłam krótką rozgrzewkę po czym najechałam na żywopłot, okser, potem stacjonatę, rów, trumnę i zakończyłam to wszystko rowem z wodą gdzie Lipton zahaczył kopytami o wodę i w wielkim stylu zrzucił mnie w krzaki.
-Diable jeden! - wrzasnęłam.
Cole zaśmiał się i pomógł mi się wygrzebać z krzaczorów (hehe). 
- Teraz twoja kolej - mruknęłam i zabrałam Liptona.
Przywiązałam go do drzewka i popatrzyłam na Cole'a i Vidę dając im sygnał do startu.

Cole?

Od Carmen CD. Cole'a

Brak komentarzy:
Po chwili namysłu w boksie wyczyściłam Liptona. Zadowolony ogier machał ogonem i potrząsał łbem. Osiodłałam go po czym wyprowadziłam ze stajni. Primero pyszczkiem trącił mój toczek. 
- Nie Primero. W teren jeżdżę bez niego - uśmiechnęłam się do szczeniaka. 
Wsiadłam na angloaraba i podjechałam do Cole'a siedzącego na Vidzie. Przewyższał mnie zaledwie o głowę. 
- To co? Jedziesz? - uniósł pytająco brew. 
- A dlaczego mam nie jechać? Jak myślisz po co wsiadałabym na tego obżartego konia? - zaśmiałam się.
Chłopak powoli pokiwał głową.
- No tak... Co ty na wyścig do rzeki? - powiedział.
- Kto ostatni ten zgniła skarpetka - wystawiłam mu język i popędziłam Liptona do galopu na co ogier chętnie przystał. 
Wkrótce Cole zaczął nas doganiać więc dałam mojemu wierzchowcowi sygnał do cwału. Płynnie zmienił tempo. Rzeka pojawiła się na horyzoncie i w rezultacie był remis. 
- Uważam że wygrałam - upierałam się.
- Nieprawda! Vida jest szybsza! - zaśmiał się Cole.
- Doprawdy? Chyba brak jej piątej klepki. Lipton i ja zajmujemy pierwsze miejsce i koniec, kropka - machnęłam ręką. 
W końcu przepychanki słowne stanęły na tym że oboje mamy pierwsze miejsca. Zsiadłam z ogiera i dałam mu się napić. Cały czas kątem oka obserwowałam chłopaka i Vidę. Po pewnym czasie to zauważył więc odwróciłam wzrok i usiadłam pod drzewem.

Cole?

Od Carmen CD. Cole'a

Brak komentarzy:
Nauczycielka hiszpańskiego, Pani Kames kazała mi siedzieć nad książkami. Świetnie znałam ten język bo uczę sie go od 2 lat ale niedługo będą egzaminy na lekki kurs z iberystyki i chciałabym zdać. Późno w nocy postanowiłam jednak pójść spać. 

***

Primero obudził mnie liźnięciem w twarz. Pogłaskałam go tępo. Była 7:00. Ubrałam jakieś stare jeansy i bluzkę. Prime zmusił mnie do spaceru zaraz po śniadaniu. Autobusem dojechałam w 30 minut do stajni w Amwell. Poszłam żeby wyczyścić siodło i ogłowie. Po skończonej pracy, usatysfakcjonowana chciałam osiodłać Liptona ale mój wzrok został na ślicznej klaczy. Nazywała się Vida. Wczoraj i nigdy wcześniej nie zwróciłam na nią większej uwagi. Primero niecierpliwie zaszczekał. 
- Spokojnie mały. Tylko ją pogłaskam - uspokoiłam husky'ego. 
Odłożyłam sprzęt po czym przemówiłam cicho do klaczy żeby się uspokoiła. Nagle do stajni wszedł... Jak mu tam? Cole. Poznałam go przecież wczoraj. Przyszedł z psem więc złapałam szybko Primero na ręce. Owczarek niemiecki chłopaka podbiegł do mnie i usiadł. Delikatnie go pogłaskałam.
- Hey perro - specjalnie powiedziałam po hiszpańsku by Cole nie zrozumiał.
- To Kashel. Nie nazywaj go inaczej - ostrzegł chłopak.
- Powiedziałam "hej piesku". Nie nazwałam go. A teraz... Muszę iść - odwróciłam się na pięcie.
Primero szczeknął za Kashel'em. 
- Primero tranquila - powiedziałam.
- Po jakiemu ty to do niego mówisz? A tak w ogóle to po co byłaś przy Vidzie? - usłyszałam Cole'a.
- Hiszpańsku. I nie wiedziałam że to twój koń - spojrzałam w jego kierunku.

Cole?

Od Carmen CD. Cole'a

Brak komentarzy:
Przez tydzień zdążyłam się przyzwyczaić do towarzystwa Jack'a, który uznał że jestem idealna do tego by używać na mnie o wiele za dużo sarkazmu. Veron wróciła do zabawy lalkami Barbie, beze mnie. A reszta... Robi to co robiła. Ojciec biega do redakcji, a mama jeździ do tutejszego sądu oddalonego o 20 km na zachód. 
Catarina jak obiecała, podarowała mi ślicznego białego szczeniaka husky z jednym okiem niebieskim a drugim brązowym. Nauczycielka hiszpańskiego z Amwell podsunęła mi pomysł na imię brzmiący "Primero" co oznacza liczebnik "pierwszy". Zaakceptowałam to imię dość szybko. Maureen pojechała do sklepu zoologicznego dziś rano by kupić posłanie, obrożę i tak dalej. Bezczynnie gapiłem się w sufit głaszcząc Primero. Za godzinę wyjdę do stajni. Możliwe że go ze sobą zabiorę, bo jest sobota i zamierzam dziś jedynie dać Liptona na karuzele. O 10 umówiłam się z Cat w kawiarni. Przed domem zaparkował samochód mamy. Primero ożywił się i szczękając zbiegł na dół.

***

Czekając na autobus przeglądałam nowe posty starych znajomych z Londynu. Husky podekscytowany machał ogonem i nie pozwalał mi się skupić. Nadjechał mój autobus i do niego wsiadłam.

***

Szybko ogarnęłam Liptona. Nie był szczególnie brudny. Primero grzecznie czekał uwiązany do słupka. Nie zwracał uwagi na prychnięcia większego zwierzęcia. Zaśmiałam się cicho. Postanowiłam że jednak pojadę z moim koniem na przejażdżkę nad jezioro. Przechodząc obok boksu Livii, delikatnie ją pogłaskałam. Klacz parsknęła zadowolona a ja ruszyłam dalej do siodlarni. Nagle drzwi się otworzyły a ja wpadłam na jakiegoś chłopaka. W tym tygodniu chyba mam do tego wyjątkowe szczęście...

Cole?

Od Carmen CD. Jack'a

Brak komentarzy:
- Carmen. Carmen Treaty. Niedawno przywlokła mnie tu rodzina. - Niepewnie potrząsnęłam jego dłonią.
Zaskakujące jak ludzie zmieniają się, gdy tylko poznają... Carrot! Skończ już z tymi swoimi przemyśleniami godnymi filozofa! Przewróciłam oczami i przypatrzyłam się brunetowi. 
- Miałam właśnie zamiar jechać z powrotem do domu. Obiecałam siostrze że pomogę jej się rozpakować. - Wymyśliłam na poczekaniu i wybiegłam ze stajni.

***

Veronica układała na półce lalki barbie. Skrupulatnie zginała im nogi i sadzała obok siebie. Nagle usłyszałam że ktoś wysłał mi powiadomienie na Facebook'u. Wyszłam z różowego pokoju siostry. Otworzyłam laptopa i sprawdziłam o co chodzi. Zaproszenie do znajomych wysłał mi jakiś Jack Hudson. Zaraz, zaraz... Przecież chłopak ze stajni przedstawił się jako Jack! Nerwowo przygryzłam wargę. Kliknęłam w "odrzuć". Do mojego pokoju wbiegła Ver. 
- Carmen! Catarina do ciebie przyszła! - zawołała blondyneczka, tak do mnie podobna, po czym zaśmiała się i pobiegła z powrotem do siebie. Zamknęłam komputer i doszłam do drzwi a tam nie stała Cata. Stał tam nikt inny jak ten przeklęty Jack. Oczywiście opowiadałam Veronice o tym bo sama chciała. Chciała mnie przekonać, żebym zeszła bo gdybym usłyszała samą literę J po prostu zostałabym w pokoju. 
- Czego chcesz? - warknęłam.
I uwolniła się zła Carmen.

Jack?

Od Carmen

Brak komentarzy:
Zadzwonił budzik. Szósta rano. Zwlekłam się z łóżka i włożyłam na siebie bluzkę z minionkiem i jeansy. Spakowałam w miarę plecak i zrobiłam te wszystkie poranne czynności, gdy... Coś było nie tak. Od 9 lat mieszkamy w Londynie i mama zawsze jest na śniadaniu, a taty nie ma, aż tu nagle siedzą obydwoje a Alec i Ver siedzą smutni i przeżuwają płatki. 
- Czy... Coś sie stało? - zapytałam niepewnie. 
Mama wymieniła porozumiewawcze spojrzenie z ojcem.
- My, wyjeżdżamy jutro rano do Little Amwell, Carrot - podjęła temat mama.
Doskonała prawniczka. Zawsze mówi prosto z mostu. Plecak o mało nie wypadł mi z ręki. Alec podniósł wzrok i pokręcił bezradnie głową. 
- To znaczy że... Nie idziemy dziś do szkoły? - upewniłam się.
- Tak. Zapisałem was już do szkoły w Amwell. Alexander nie jedzie z nami, ale będzie spędzał u nas czas w wakacje - ojciec już wstał od stołu żeby pędzić do redakcji - Dostałem tam pracę Carmen.
Przełknęłam ślinę i usiadłam na krześle. Veronica, niewzruszona bawiła się swoją nową Barbie. Musiałam zadzwonić do Catariny, która mieszka w Amwell od 2 lat. Po prostu odeszła ze szkoły. 

***

Wyciągnęłam swoją limonkową walizkę i zaczęłam pakować do niej całą szafę (nie dosłownie...). Przed tym gadałam z Cat i zgodziła się oprowadzić mnie po miasteczku. Taaa... Jadę tam jeszcze z moim koniem, Liptonem, i kucykiem Vero, Marsem. Podobno jest tam stajnia. 

***

Jadąc w stronę tej małej wsi dużo myślałam o tym co mnie tam spotka. Matka dała stare mieszkanie Alec'owi a w Amwell kupiła nam dom. Powiedziała jeszcze że tam kupi nam psa Husky. Tak jako mój zaległy prezent imieninowy. Wjechaliśmy na podjazd jakiegoś wielkiego, łososiowego, domu. Był śliczny, niczym rezydencja. Dziewczyna z kruczoczarnymi włosami stała koło domu i mi machała. Catarina. Wysiadłam z samochodu i pobiegłam do niej. 
- Cat! - uściskałam ją.
- Hej Car. Stajnie masz parę uliczek stąd. Wiesz że Husky'ego szczeniaka dostaniecie z miotu Daenys?! - uśmiechnęła się.
Daenys to suczka Catariny z tego co mi mówiła. Veronica wbiegła do domu.
- Fajnie. Chyba jednak, muszę się rozpakować - zaśmiałam się - Spotkamy się w stajni, ok? 
Catarina kiwnęła głową i pojechała na rowerze do swojego domku. Zabrałam walizkę i poszłam w ślady młodszej siostry. Mój nowy pokój znajdował się na górze. Był ogromny. Ściany w kolorze turkusowym, łóżko, biurko, szafa i inne. Z torebki wyjęłam swojego iPhone'a i wysłałam SMS'a do Cat że za 30 minut będę w stajni. Ułożyłam laptopa, trochę książek i kosmetyki. Nie chciałam zajmować się teraz ubraniami. Jedyne co to jeszcze ubrałam buty do jazdy konnej oraz bryczesy i złapałam za kask. Deskorolka już leżała pod drzwiami. Muszę przyznać że nie jest najgorzej w tym Amwell.

***

Stajnia okazała się być ogromnym budynkiem. Odszukałam boks Liptona i Cat stojącą przy nim z Księciem (to jej koń). Kasztanek zarżał na mój widok.
-Hej Książę. Cześć Cat - przywitałam ich, a Lipton szturchnął mnie w ramie - Och. No już szlachcicu jeden. 
Podrapałam go za uchem. Osiodłałam i pojechałyśmy w teren.

***

Cata musiała już iść ale ja chciałam trochę pozwiedzać stajnię. Nagle wpadłam na chłopaka czy tam dziewczynę niosącego/niosącą wiadro. Woda się rozlała.
- Ch*lera - mruknęła owa osoba.
Ktoś chętny?


Szablon dostosowany do przeglądarki internetowej Google Chrome. ©Agata | WS | x x.